niedziela, 6 marca 2011

.

17.02.2011r umarła moja najukochańsza Paulina Caboń ktora chorowała na mukowiscydoze... Była moją inspiracja. Zawsze się usmiechała chociaż zmagała się z cieżką chorobą....

„Śmierć nie jest końcem wszystkiego. Przeszłam tylko do sąsiedniego pokoju... Nadal jestem sobą... I dla siebie jesteśmy tym samym, czym byliśmy przedtem. Zatem nazywaj mnie wciąż moim imieniem, mów do mnie, jak zawsze... Nie zmieniaj tonu głosu, nie rób poważnej i smutnej miny. Śmiej się, tak jak dawniej robiliśmy to razem... Uśmiech...aj się, myśl o mnie, módl się za mnie... Niech moje imię będzie wciąż wymawiane, ale tak, jak było zawsze - zwyczajnie i bez oznak zmieszania. Życie przecież oznacza to samo, co przedtem, jest tym samym, czym zawsze było... Żadna nić nie została przerwana... Dlaczego więc miałabym być nieobecna w Twoich myślach? Tylko dlatego, że nie możesz mnie zobaczyć? Czekam na Ciebie bardzo blisko... Tuż-tuż... Po drugiej stronie drogi. Dzieli Nas tylko czas... Bo ja już doszłam, a Ty wciąż jeszcze idziesz...”
NA ZAWSZE W MEJ PAMIĘCI....